Portale ze zleceniami, czyli zleceniodawcy vs zleceniobiorcy


freelanceDla nikogo, kto kiedykolwiek miał coś wspólnego z biznesem, nie jest tajemnicą, że bardzo trudno jest pogodzić wszystkie interesy zleceniodawców i zleceniobiorców. Na dobrą sprawę wzajemne kontakty przedstawicieli tych dwóch grup przypominają czasami zacięty pojedynek bokserski, podczas którego przeciwnicy okładają się zaciekle pięściami, niepomni na wszystko inne. Oczywiście nie tak powinny wyglądać stosunki pomiędzy partnerami w interesach, ale skala takich zachowań jest niestety dość znaczna. Nie będę się jednak dzisiaj rozwodził na temat całości problemów, ale skupię się na pewnych miejscach w sieci, gdzie takie tarcia są czasem dość widoczne. Do takich arcyciekawych miejsc należą z pewnością wszelkie portale ze zleceniami, które są ostatnio na wyraźnej fali wznoszącej. W zasadzie oprzemy się tylko na przykładach dwóch portali, które już od dłuższego czasu niepodzielnie królują na polskim rynku.                         Są to Zlecenia Przez Net oraz Oferia.

gołota 1Mamy więc już do dyspozycji dwa ringi (wspomniane ZPN i Oferia), więc pora przedstawić zawodników. Pozostając przy terminologii bokserskiej, użyjemy kultowego już zwrotu amerykańskich konferansjerów: „Ladies and Gentlemans, get ready for the rumble!” Zacznijmy więc od przedstawienia przeciwników- dziś skupimy się na tych, których można przyporządkować do wagi lekkiej (do której zresztą należy zdecydowana większość fighterów pojawiających się na portalach ze zleceniami).         A więc w jednym z narożników (nazwijmy go umownie czerwonym) stoi zleceniodawca. Jego celem jest oczywiście uzyskanie jak najlepszego jakościowo poziomu zlecenia za jak najniższa cenę (do czego jeszcze wrócimy). Nie jest to sprawa prosta, więc dla zmylenia przeciwnika zleceniodawca występujący w tej wadze ma w zanadrzu cały arsenał przeróżnych technik- najczęściej z nich stosowaną jest enigmatyczna obietnica przyszłych korzyści (w postaci rzekomych, lepiej opłacanych zleceń)    w zamian za zbicie teraźniejszej ceny do absolutnego minimum. Do popularnych technik należy też obietnica wystawienia rekomendacji oraz pozytywnej oceny na danym portalu. O ile dwie ostatnie obietnice zostają jeszcze czasami spełnione, o tyle pierwsza już bardzo rzadko. Najczęściej bywa tak, że po wykonaniu pierwszego zlecenia kontakt się urywa. Bardzo często jest to wina zleceniobiorcy, ale o tym potem. Skupmy się bowiem na rzeczy, która z powodzeniem warunkuje przebieg całej konfrontacji- jest to bez wątpienia cena.    Co sprytniejsi zleceniodawcy nie ujawniają na początku, jakim budżetem dysponują. To pozwala im na swobodne zorientowanie się w proponowanych przez zleceniobiorców cenach. Oczywiście, aby ktokolwiek się zgłosił, należy najpierw odpowiednio spreparować ogłoszenie- kto poważny odpowiedziałby bowiem na anons w stylu „Potrzebuję kogoś do napisania krótkiej (w domyśle na kilka stron…) oferty za 10 PLN”? Dlatego piszę się albo zwykłą ściemę, albo prawie nic. Choć z drugiej strony istnieje niebezpieczeństwo dostania kilkudziesięciu maili z pytaniami o szczegóły dotyczące zlecenia- a to już stanowi pewien problem w tej wadze. Wracając jednak do samej ceny- zleceniodawcy tej kategorii są zwykle skłonni do płacenia stawek nieznacznie przekraczających wynagrodzenie w krajach Trzeciego Świata (czyli przysłowiowa miska ryżu). Jak bowiem można inaczej nazwać ofertę napisania 150 unikalnych artykułów, po 1500-2000 znaków każdy, za kwotę        200 PLN? Tak, tak, podobne przypadki wcale nie należą do odosobnionych i zdarzają się dość często.            Po przeanalizowaniu czasochłonności zlecenia i zestawieniu go z proponowaną zapłatą, nierzadko wychodzi stawka na poziomie 1-2 PLN za godzinę pracy. Widząc tak ewidentną nędzę trudno byłoby przypuszczać, że znajdą się amatorzy takiej pracy. A jednak… W tym miejscu należy też nieco usprawiedliwić niektórych zleceniodawców, nie mających niejednokrotnie zielonego pojęcia o tym, ile pracy niesie za sobą wykonanie danego zadania. Przy okazji lubią też oni przejawiać cudowną właściwość do zgłaszania wielu zastrzeżeń na zasadzie „wie Pan co, a może Pan jeszcze dodać taką drobną funkcję/napisać jeszcze dwie strony na temat… itd.”. W przypadku niespełnienia ich wymagań potrafią w dość dobitny sposób demonstrować swoje niezadowolenie z tego faktu ( w ekstremalnych przypadkach kończąc nawet na odmowie wypłaty wynagrodzenia). Taki typ Klienta jest szczególnie trudny do zniesienia, biorąc pod uwagę wielkość wymagań zestawionych z ceną, którą gotowy jest zapłacić.

free 1Przechodzimy do prezentacji wojownika czającego się w narożniku niebieskim (też umownie). Jest to dzielny zleceniobiorca kategorii lekkiej. Nie ma on zbyt wielu atutów, aby pokonać zleceniodawcę (czyt. zdobyć zlecenie), więc stawia wszystko na jedną kartę i idzie na nokaut- w tym przypadku chodzi oczywiście o nokaut cenowy.
Oczywiście, oprócz aspektu cenowego, zleceniodawca często wymaga również okazania się pewnym doświadczeniem, ale od czego jest kreatywność- przecież zawsze można coś spreparować… Ale tak naprawdę konkurencja w tej wadze również jest nastawiona głównie na zbijanie ceny, więc walka pomiędzy zleceniobiorcami jest naprawdę zażarta i niejednokrotnie przyjmuje wymiar absolutny- sugerowana stawka to 0 (słownie zero) PLN! Jedyną oczekiwaną zapłatą staje się pozytywny komentarz lub złożona przez zleceniodawcę obietnica współpracy przy kolejnym, większym zleceniu (ten chwyt naprawdę działa!). W przypadku mniejszych zleceń (np. prosty motyw graficzny lub przetłumaczenie jednej strony tekstu) takie postępowanie jest w pewnym stopniu usprawiedliwione (w końcu markę trzeba sobie jakoś wyrobić), ale przy większych zleceniach (typu stworzenie strony internetowej     z ciekawą grafiką i panelem CMS) zakrawa to już na żart. Dodać należy, że taka walka cenowa już na samym wstępie eliminuje zleceniobiorców wagi średniej, którzy widząc żenująco niski poziom walki wolą nie ryzykować swojego cennego czasu i zdrowia psychicznego dla paru groszy. Na ringu królują więc niepodzielnie sami niedoświadczeni fighterzy. To normalne, ale nie każdy zleceniodawcy zdają sobie z tego sprawę. W ferworze walki chciałby on bowiem uzyskać dobrą jakość praktycznie za darmo, ale to akurat udaje się sporadycznie. Zleceniobiorcy wagi lekkiej bardzo często nie są bowiem w stanie sprostać często wygórowanym wymaganiom zleceniodawcy (biorąc pod uwagę cenę, to czasami tak, jakby wymagać nowego Mercedesa za 10 000 PLN). Tutaj zaczyna się prawdziwa walka- zleceniodawca uważa, że przecież płaci     (100 PLN za robotę na tydzień czasu), więc ma prawo wymagać. Jego adwersarz z kolei chciałby, ale brak mu odpowiednich umiejętności i wiedzy. W efekcie bardzo często obydwie strony zadają mocne ciosy, skutkiem których walka kończy się pokiereszowaniem obydwu fighterów. Ani jeden, ani drugi nie może w tej sytuacji odtrąbić sukcesu, a jedynie klasyczny game over bez happy endu. I tak pięknie zapowiadająca się współpraca kończy się w atmosferze wzajemnej niechęci i porażki. Cóż, jedni i drudzy są jednakowo winni- gdyby zleceniodawcy nie szukali przysłowiowych jeleni odwalających fuchę za pół-darmo i gdyby zleceniobiorcy mieli choć trochę szacunku dla wartości swojej pracy…

kodeks freelancePodsumowując tę kategorię wagową- nie można oczekiwać profesjonalizmu i fachowości za stawki urągające godności najniżej opłacanych pracowników fizycznych! Co ważne, tego typu kwestie mają również poważny wpływ na image samych portali. Biorąc pod uwagę opisane powyżej aspekty, zachodzi obawa o powstawanie negatywnej opinii na temat serwisu. Dlaczego?              Z bardzo prostych powodów! Otóż zleceniodawcy zniechęceni niskim poziomem wykonania zlecenia (lub zbyt wygórowanymi, ich zdaniem, cenami) dzielą się swoją frustracją ze znajomymi oraz za pośrednictwem sieci. Wygląda to mniej więcej tak: „Wiesz Zenek, dałem ostatnio zlecenie na … i tak mi je spie…yli, że już chyba więcej nic tam nie zlecę". A trzeba mieć przy tym świadomość, że ludzie są średnio 9 razy bardziej skłonni do rozpowszechniania negatywnych opinii, niż do dzielenia się dobrymi doświadczeniami konsumenckimi. Patrząc z kolei z perspektywy zleceniobiorców, takie sytuacje również nie pozostają bez negatywnego wydźwięku. Wykonawcy kwalifikujący się do wagi średniej (nie wspominając nawet o kategorii ciężkiej!) z daleka omijają aukcje dotyczące takich zleceń. Zbyt duża liczba takich swoistych „polowań na jelenie” działa tutaj wręcz zniechęcająco- ta kategoria fighterów coraz rzadziej odwiedza portal, nie mogąc tam znaleźć dostatecznie dużo interesujących dla nich aukcji. To znów powoduje coraz większe „panoszenie się” zleceniobiorców z wagi lekkiej- i tak te błędne koło się zamyka. Tym sposobem dany portal może dość szybko „zejść na psy”, czyli zyskać niechlubne miano miejsca, gdzie nie ma żadnych poważnych zleceń. A od tego już wiedzie bardzo prosta droga do katastrofy… Całe szczęście, że istnieją jeszcze wyższe kategorie wagowe, choć nie są one zbyt licznie reprezentowane. Na koniec trzeba dodać, że portale ze zleceniami są nie tylko żródłem patologicznych zachowań, ale i miejscem, gdzie setki osób codziennie znajdują dla siebie zajęcie. Dobrze byłoby jednak, gdyby odbywało się to w atmosferze wzajemnego poszanowania- zarówno zleceniodawcy, jak i zleceniobiorcy.  Dla zainteresowanych tematem- poniżej link do kodeksu dobrych praktyk freelance.

http://www.kodeksfreelance.pl/

M.B.

Komentarze

Aby dodać komentarz zaloguj się.